Fala dźwiękowa docierająca do ucha wewnętrznego (ślimaka) przekształcana jest w impulsy elektryczne, które drogą słuchową biegną do ośrodków słuchu w korze mózgowej. Kiedy ucho wewnętrzne jest uszkodzone (tak jak u Pani), docierająca do mózgu informacja, która jest zawarta w dźwięku jest skomponowana w inny sposób niż u osoby słyszącej prawidłowo. Mózg jest plastyczny. Przez wiele lat, kiedy Pani nie dosłyszała, ośrodki w korze słuchowej przeorganizowały się. W komórkach nerwowych, reagujących na dźwięki, które nie docierały do mózgu zaszły zmiany. Komórki nerwowe, które nie były prawidłowo stymulowane ukierunkowały swoją wrażliwość na dźwięki o częstotliwościach, które do mózgu docierały lepiej. Kiedy zaczęła Pani nosić aparaty słuchowe zaczął się odwrotny proces. Komórki nerwowe w ośrodkach słuchu kory mózgowej zaczęły przystosowywać swoją funkcję do dźwięków dostarczanych przez aparaty. Na pewno na początku nie było Pani łatwo. Zanim te zmiany w korze mózgowej utrwaliły się, aparaty często „przeszkadzały”. Dźwięki, wcześniej nie znane, mogły sprawiać nieprzyjemne wrażenie. Ten okres nazywa się „aklimatyzacją”. Z chwilą, gdy proces aklimatyzacji skończył się (ośrodki w korze mózgowej dostosowały się do pełnego odbioru dźwięków z aparatów słuchowych) mózg gorzej odbiera informacje bez aparatów słuchowych, mimo, że Pani słuch mierzony w badaniach audiometrycznych nie pogorszył się. Gdyby teraz zrezygnowała Pani z noszenia aparatów przez klika miesięcy, ośrodki w mózgu znów zaczęłyby stopniowo zmieniać swoją funkcję. Podsumowując – wszystkie objawy, które Pani u siebie obserwuje przebiegają zgodnie z naturalnymi zasadami funkcjonowania układu nerwowego. Nie ma więc żadnego powodu do niepokoju.