Jakby lepiej...
5 komentarzySzumi jakby mniej, dzwoni jakby ciszej, piszczy sporadycznie...albo może się przyzwyczajam.
Skierowanie leży i czeka na lepsze czasy, tj. aż wreszcie zdecyduję się na operację. Właściwie więcej widzę "przeciw" niż "za", a poza tym ciągle nie mam jak się zaszczepić. Mój ukochany pan doktór spojrzał w skierowanie, w spis zaleceń przedoperacyjnych i nawet słowem nie wspomniał, że TO ON MUSI MI WYDAĆ ZGODĘ NA SZCZEPIENIE. Życzył szczęścia i po krzyku. Pielęgniarka oczy wielkie zrobiła jak przyszłam po szczepionkę: no jak to, przecież doktór musi najpierw panią zbadać, potem wypisać zaświadczenie, że może się pani szczepić i wtedy szczepię. Bez świstka nie ma szczepienia.
Cóż, prawdę powiedziwszy tak się tym zniechęciłam, że nie poszłam do mojego doktóra w obawie, że wygarnę mu za zamrnowany czas i nerwy. Nie dość, że z pracy muszę się zwalniać, żeby z nim się zobaczyć, to jeszcze niekompetentny jakiś i śpiący królewicz. W każdym razie teraz ze szczepienia nici, bo ciągle mam jekieś kichanie, pewnie alergiczne, ale kto wie...
Postanowienia na lato:
- nie histeryzować z tym uchem
- nie histeryzować z pozostałymi częściami ciała
- zmienić doktóra, zanim mnie wykończy
/mcteotlcdyih.com/]mcteotlcdyih[/url], [link=http