poweekendowe migawki
2 komentarzy
Piątkowa kolacja, zresztą nie po raz pierwszy, została niedojedzona. Nie przyszedł, powód nieznany. Może korki go zatrzymały i skręcił w nieznaną ulicę, a ta poprowadziła go w niepamięć, która trwała cały weekend. Słowo przepraszam nie pomogło, a raczej stałam się na nie obojętna. Nawet na kwiaty, które dołącza do słów. Nie rozumiem tej kombinacji, tego gestu. Dlaczego facetom wydaje się, ż e jak powiedzą wyuczoną mantrę, czyli "przepraszam" i dorzucą do tego gratis czekoladki, kwiatki itd, to myślą, ze sprawa została złagodzona, że wszystko wróciło do normy i słodko żyć można dalej.
Beata, moja kumpela, zabrała mnie na wino do siebie. Sobota skończyła się dla nas po 3 rano, przegadałyśmy wszystkie aktualne sprawy, dodała wiary w siebie i kazała trzymać się dumnie. Więc się nie odzywam do niego, może to powoli umrze naturalną śmiercią, bo nie potrafię ani walczyć o coć, co nie ma szans, ani zamknąć to wszystko jednym słowem.
Czas pokaże. Teraz powrót do codzienności i obowiązków. Początek tygodnia w końcu...
k.
/qnvhmifposfq.com/]qnvhmifposfq[/url], [link=http