Mało który słyszący wie, ze istnieją dwa języki migowe: sztuczny, zwany systemem i naturalny, którym większość niesłyszących porozumiewa się między sobą. To właśnie w tym drugim języku powinno się ich uczyć polskiej szkole, tak jak to się dzieje na świecie.
Żeby to lepiej pojąć, trzeba przeprowadzić na sobie pewien eksperyment. Nie, nie wystarczy włożyć zatyczki do uszu i przejść się ulicą, kupić chleb albo bilety do kina. Trzeba spotkać się z kimś głuchym i poprosić, żeby opowiedział jakąś ciekawa historie. Siedzisz, patrzysz, nic nie rozumiesz. Po minie swojego głuchego rozmówcy widzisz, że oczekuje od ciebie odpowiedzi na pytanie. Próbuje ci tłumaczyć, ale ty nic nie łapiesz, więc milczysz. Klepie cię w ramię. Przychodzą inni głusi, stają wokół ciebie, migają ze sobą, nie wiesz, czy o tobie. Śmieją się. Twoja ciekawość przeradza się w irytację, potem złość, chcesz juz kończyć. Przytrzymują cię, każą czekać, coś znowu migają, znów się śmieją. Próbują tłumaczyć. Wyobraź teraz sobie, ze masz 7 lat i trafiasz do szkoły, gdzie spotyka cię coś takiego… (aut. Filip Springer / Visavis.pl)
Dalsza część artykułu w Tygodniku Polityka,
Nr 13 (2749) z 27 marca 2010 r. na stronie 109.
Nr 13 (2749) z 27 marca 2010 r. na stronie 109.
/sqruijelpnmy.com/]sqruijelpnmy[/url], [link=http