
Skąd się wziął pseudonim Pjus?
Pierwszym, oryginalnym pseudonimem był klasycznie pisany PIUS – był to akronim zdania Patrz I Ucz Się. Zmiana na pisownię przez „J” , była spowodowana chęcią pewnego wyróżnienia się, nabrania własnego charakteru, choć zdanie, do którego odnosiła się pierwotna „ksywka” jest wciąż aktualne.
Jak rozpoczęła się twoja przygoda z muzyką?
Jak wielu urodzonych w latach 80-tych, dorastałem w okresie rozkwitu kultury hip-hopowej w Polsce. Przy okazji nastoletnich poszukiwań muzyczno-światopoglądowych zainteresowałem się tym gatunkiem. Dodatkowo mieszkałem i mieszkam na Ursynowie –wielkim osiedlu, które jest niejako naturalnym środowiskiem dla tej muzyki i jego słuchaczy, dlatego też poznałem wielu takich jak ja i coraz bardziej „nasiąkałem’ kulturą hip-hopową. A z młodymi ludźmi jest tak, że czegokolwiek by nie słuchali- starają się to naśladować-sami tworzyć. Tak było i ze mną. Wszystko co wydarzyło się potem jest splotem rożnych sytuacji, ale korzenie ma właśnie w tamtym okresie.
Kiedy/w jaki sposób rozpoznano u ciebie chorobę (neurofibromatozę)?
neurofibromatoza (NF2) występuje raz na 50 tysięcy urodzeń, i prowadzi do powstawania zmian chorobowych w obrębie nerwów czaszkowych i rdzeniowych, co często bywa przyczyną głuchoty i niedowładu. Ponieważ udało się ustalić gen , którego uszkodzenie powoduje NF2, można wykrywać tę chorobę za pomocą badań prenatalnych.
We wrześniu 2004 roku zacząłem mieć pogłębiające się problemy z równowagą – zaburzenia, które po kilku mniej lub bardziej śmiesznych sytuacjach ( z wpadaniem na meble, wiaty przystanków) i bezradności w ocenie różnych lekarzy spowodowały, że w końcu trafiłem do szpitala. Tam zapytano mnie czy mam jakąś przewlekłą chorobę – powiedziałem, że nie, tylko mam takie zmiany na skórze-plamki, guzki. Tu uświadomiono mnie ( o czym nigdy wcześniej nie wiedziałem), a dalsze badania to potwierdziły, że mam neurofibromatozę typu 2. Musiałem się naglę zmierzyć z faktem istnienia choroby genetycznej, zmian na nerwach słuchu (a później jeszcze dużego guza na kręgosłupie) i nieodwracalnych sytuacji z tym związanych- jak np. utrata słuchu.
Skąd pomysł na akcję All4Pjus? Kto ją zapoczątkował? Jakie były jej efekty?
Grupa moich bliskich znajomych wiedząc o planowanej na 2006 rok operacji (usunięcia guza z lewego nerwu słuchowego i wszczepienia tam implantu) i znając jej koszt (30 tys. Euro) postanowiła działać. Tak powstała akcja All4Pjus, która z każdym dniem zataczała coraz szersze kręgi, a efektem wszelkich publikacji, koncertów, aukcji charytatywnych była ogromna pomoc: wsparcie „duchowe” i materialne (dzięki pomocy bliskich, a także często anonimowych osób udało się zebrać nawet więcej niż potrzebne na operację pieniądze- nadwyżka z tego co wiem została spożytkowana na cele Stowarzyszenia „Człowiek -Człowiekowi„ czyli pomocy innym osobom z podobnymi problemami).
Informacje o kolejnych komplikacjach w związku z chorobą, kolejne operacje i na koniec problemy z kręgosłupem na pewno bardzo Cię wypalały psychicznie. Jak sobie z tym radziłeś?
To na pewno były trudne czasy- bólu, łez, krwi ale też wsparcia najbliższych- bo bez nich wielu rzeczy nie dał bym rady zrobić. Ale nie poradziłbym sobie gdybym po prostu sam nie chciał- było wiele sytuacji, których nikt „za mnie” by nie pokonał. Musiałem przebrnąć przez nie sam. I chciałem- to był cel i motywacja. Dość szybko, jeszcze w 2004 roku, pomyślałem: W życiu zdarzają się dobre i złe rzeczy- i jedne i drugie są jego „prozą” i z nich trzeba wyciągać lekcje. Jak? Po prostu je przeżyć. Nawet jeśli oznacza to ciągłą walkę.
W jaki sposób utrata słuchu zmieniła Twoje życie? Masz dziewczynę, robisz, to co kochasz - czy jesteś szczęśliwy mimo ciężaru wydarzeń, jakie Cię spotkały?
Moje życie nie zmieniło się o 180 stopni, ale zmieniły się perspektywy patrzenia na wiele spraw-ograniczenia słuchu (nie jest doskonały-ma swe granice) czy problemy z równowagą np. gdy jest ciemno, powodują, że na wiele pytań, propozycji aktywności czy własnych wyborów odpowiadam „tak, ale...”. Musze stale pamiętać, że nie jestem w pełni sprawny i pewne sytuacje muszę inaczej oceniać np. według swoich możliwości. Przykład : znajomi idą na koncert i chcą bym poszedł z nimi—na pewno niestety niewiele tam usłyszę, a i niebezpieczeństwa czyhające w tłumie,ciemności musze rozpatrywać bardziej niż np. w pełni sprawni koledzy.
Ale właśnie. Mam narzeczoną, rodzinę, znajomych, pasję, siłę i chęć przezwyciężania ograniczeń-dlatego mogę powiedzieć, że jestem człowiekiem szczęśliwym.
Jak dużo czasu zajęło ci powtórne przystosowanie się do życia w społeczności?
Wciąż trwa. Nie da się tego zmierzyć- ustalić granic. Rehabilitacja odbywa się na zewnątrz i wewnątrz. Są ćwiczenia ruchowe i ćwiczenia woli, pewności siebie. Starałem się codziennie stawiać sobie jakiś poprzeczki- zadania. Pół roku temu było to samodzielne wyjście do sklepu, 3 miesiące temu samodzielna przejażdżka metrem, 2 tygodnie temu pierwszy raz od dawna np. sam skorzystałem z telefonu i zadzwoniłem po taksówkę, wczoraj rozmawiałem z siostrą na Skype – dla normalnego, zdrowego człowieka to pestka, dla mnie testy poprzedzone godzinami ćwiczeń, prób. Wciąż są ograniczenia- z jednymi nie da się walczyć-są już nieodwracalne, ale te, które zależą tylko od moich ćwiczeń i siły woli staram się pokonać. Każdego dnia.
Co stało się impulsem do stworzenia solowej płyty?
Po pierwsze chęć powrotu do dawnych aktywności. Po drugie wspominana chęć pokonywania barier. Po trzecie naturalna potrzeba jakiegoś „intelektualnego ekshibicjonizmu”- opowiedzenia tego co siedzi w mojej głowie – co przeżyłem, co o tym myślę.
O czym jest Twoja muzyka?
Może to zabrzmi patetycznie ale płyta „Life after deaf” jest o walce, sile i nadziei. To także afirmacja życia- nie użalam się nad sobą i nad losem- z podniesionym czołem kroczę w następny dzień. To też album o człowieku- o tym jak jest słaby, gdy coś go „ciągnie w dół” i silny zarazem, gdy staje z tym „w szranki”. I to wszystko płynie z historii, które tam opowiadam. Z historii, które sam przeżyłem.
Jakie jest Twoje największe marzenie?
Móc zapewnić byt sobie i swojej Rodzinie- nic nie da mi większej satysfakcji niż świadomość, że ja słabszy, z ograniczeniami mogę sam dbać o siebie i pomagać bliskim.
Jaki jest Pjus na co dzień? Jak wygląda Twój dzień z dala od medialnego szumu?
Na pewno nie jest rannym ptaszkiem - nie mam raczej jakichś wczesnych aktywności (ostatnio co prawda wróciłem do nauki angielskiego-to pierwsze z planowanych zajęć na tym polu- wiec może niedługo będę musiał wstawać jak Wy), więc jak większość kolegów z branży wysypiam się najpierw. Potem z kawą siadam do komputera – mojego narzędzia do kontaktu ze światem, pracy etc. Później „zajmuję się domem”: pranie, sprzątanie, zakupy- gdy narzeczona jest w pracy ja wykonuję większość tych zadań. Bardzo ważną rzeczą są codziennie ćwiczenia: to kolejny test, poprzeczka. Czasem trenuję wykonanie nowych tekstów do utworów, które aktualnie nagrywam, a to następnie wiąże się np. z podróżą do studia w celu ich zarejestrowania. Zwykle odwiedzam też Rodziców, którzy mieszkają 2 piętra niżej (kto nie lubi obiadków u Mamy?). Wieczorami, po powrocie narzeczonej z pracy, czasem gdzieś wychodzimy- rzadziej w tygodniu, często w weekendy-mamy wielu znajomych, więc sytuacje towarzysko-imprezowe nas nie omijają J Ale i oglądanie filmów w łóżku bywa finałem zwłaszcza męczącego dnia. Jak widać zwykły ze mnie chłopak.
Czy problemy ze zdrowiem stały się przeszkodą w dążeniu do celu, czy ułatwiły Ci osiągnięcie sukcesu? Może były jakiegoś rodzaju motywacją?
Były motywacją- bo wiedziałem , że wciąż muszę się z czymś mierzyć- nie dawały spokoju i możliwości odprężenie się, a ta świadomość nie pozwalała na słodkie lenistwo- walczyłem, ćwiczyłem-dziś dzięki walce z chorobą zbieram tylko plony, pozytywne efekty.
Czy czujesz się w jakiś sposób dyskryminowany ze względu na problemy ze słuchem? Czy uważasz, że jest to problem naszego społeczeństwa?
Nasze społeczeństwo to świat ludzi słyszących i często niestety ich „dyktatura”- bo czy człowiek normalnie słyszący myśli, zastanawia się nad problemami jakie my- ludzie z wadą słuchu napotykamy na codzień? Nie, „robi swoje”. Nie zawsze ze złej woli, czasem po prostu funkcjonuje na „swoim poziomie” nie myśląc, że ten pułap może być dla kogoś wyzwaniem, że ktoś może mieć z tym problemy. Czasem jest to „zinstytucjonalizowane” i wtedy to dyskryminacja, czasem po prostu jakieś „przeoczenie”. Ale też o naszych potrzebach i problemach musimy mówić głośno- wtedy takie sytuacje znikną. Takim głosem jest chyba moja płyta. Chciałbym by takim głosem była ogólnopolska akcja, którą zamierzam wraz z kolegami rozpocząć, w sprawie napisów do polskich filmów (jestem fanem Polskiego Kina, ale nie zawsze mogę oglądać filmy do czy to seanse w kinie czy wydania DVD są pozbawione napisów –na świecie płyty mają wiele rodzajów napisów, tu czasem jedną częściej żadnej- jest to swoista dyskryminacja). Szczegóły już wkrótce!
Dla wielu naszych Słuchowiczów jesteś wzorem do naśladowania. Dostajemy wiele maili ze słowami podziwu dla Twojej osoby – przede wszystkim dlatego, że mimo bariery zdrowotnej osiągałeś sukces i spełniłeś swoje marzenie. Wielu ludzi niesłyszących i niedosłyszących sądzi, że w ich przypadku to niemożliwe. Co poradziłbyś naszym Słuchowiczom? W czym mają szukać siły?
Cieszę się, że tak jestem odbierany-cieszyć się będę jeszcze bardziej, gdy będę mógł dzięki temu komuś dać choć trochę siły i nadziei. Jeśli miałbym coś poradzić.: Cieszcie się tym co macie i korzystajcie z tego w 100%! Nie walczcie z losem, walczcie z ograniczeniami- stawiajcie sobie cele do osiągnięcia-najpierw małe, potem coraz większe. Trzeba chcieć. Z założonymi rękami niewiele się osiągnie.
Bardzo dziękujemy za rozmowę. Gratulujemy sukcesu jaki odniosłeś dzięki płycie.
Dla Słuchowiczów jesteś przede wszystkim jednym z nas i dzięki takim osobom jak Ty wierzymy,
że każdy z nas mocno czegoś pragnąc, może to osiągnąć!

Fot. Piotr Litwic
Podstawa to stawiac sobie cele, Ty to robisz i jak widac z sukcesem...